sobota, 7 września 2013

"Bornholm, Bornholm." Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Czterdziestoletni mężczyzna czuwa przy łóżku chorej matki. Kobieta pogrążona jest w śpiączce, a on w końcu może powiedzieć jej to, co zawsze zamierzał. Wspomina swoje dzieciństwo spędzone w Bornholmie pod skrzydłami nadopiekuńczej, zaborczej matki. Poznajemy jego smutne życie, cierpienia, pragnienia i marzenia. Wchodzimy z butami w jego dwa małżeństwa, poznajemy dzieci, którym nie dane było dorosnąć i przyjaciół bliższych, niż matkę. To jedna historia.

Druga to opowieść rozczarowanego życiem Horsta. Mężczyzna ma posadę nauczyciela biologii, dom, dwójkę dzieci i żonę. Uczucie między małżonkami wygasło, o czym dowiadujemy się w sypialni. Ponad to nad bohaterami wisi widmo nadchodzącej wojny, która to wkrótce daje Horstowi możliwość zmiany dotychczasowego życia. Mężczyzna trafia na wyspę Bornholm.

„Horst od paru lat dostawał pod choinkę kilka par ciepłych skarpet. Sam natomiast odwdzięczał się żonie gumowym termoforem albo wełnianym kocem. Wypracował sobie prywatną teorię przedmiotów związanych z rozpadem związku. Otóż uważał, że dzień, w którym mężczyzna dostaje pod choinkę ciepłe skarpety, jest dniem początku końca. Dla kobiety jest to dzień, kiedy pod drzewkiem znajduje termofor” 

Wyspa samotności, wyspa gdzie się ucieka, wyspa do której się wraca, wyspa którą masz w sercu:
"....to miejsce, ta wyspa, działa na tych, którzy się tu urodzili jak echo. Gdziekolwiek będziesz poza nią, zawsze odbije się echem w twoim sercu i wrócisz, nawet jeślibyś z tym miejscem wiązał najgorsze wspomnienia."

A co dla Ciebie oznacza ten tytuł? Co łączy dwójkę mężczyzn prowadzących różne życie, tak odmiennych, a jednak tak podobnych? Przeczytaj i dowiedz się. Ja jestem tą książką zachwycona. Jest chłodna, dosadna, prosta, a jednocześnie głęboka i bardzo emocjonalna. Myślę, że tym razem warto ocenić książkę po okładce. Na piątkę z plusem.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza