piątek, 7 marca 2014

"Kocha, lubi... żartuje?" Stefan Vögel

Dagmara wychodzi za mąż. Ale zamiast cudownego dnia pełnego euforii znajdujemy ją w stanie furii i to nie z racji brzydkiej fryzury, źle układającej się sukni, czy złamanego paznokcia. Panna młoda nie jest przejmującą się byle czym nastolatką, ale rozwódką po przejściach, która zna gorzki smak życia. Odnalezienie kartki z napisem "nie mogę" wywraca jej świat do góry nogami i skłania do przeprowadzenia wywodu na temat relacji damsko-męskich. Poglądy bohaterki są trafne i bardzo życiowe, opowiedziane prostym, ironicznym, wesołym językiem. Od razu wiadomo, że nie pisała tego kobieta ;)  Tę krótką opowiastkę czyta się szybko, przyjemnie i z uśmiechem na twarzy. Zaskakująca jest forma, bohaterka jakoby gra w sztuce. Ot, życie.

"Wiecie, jaki jest główny problem z mężczyznami? Że oprócz nich nie ma niczego innego. Są dwie płcie, a jedną z nich jesteś ty sama. To nie pozostawia zbyt dużego pola manewru, prawda? Zwłaszcza, jeśli chcesz mieć dzieci. Pan. Bóg zapewne kierował się zasadą minimalizmu: im mniej tym lepiej. Czy ci się to podoba czy nie! Dlatego mamy mężczyzn. Wyobraźcie sobie, jaka mogłaby być wasza druga połówka, gdyby Bóg miał więcej czasu: uważny, troskliwy, odpowiedzialny, opiekuńczy, uprzejmy, czuły przedstawiciel płci odmiennej. A co mamy? Mężczyzn! Gdybyście mnie zapytali, to Bóg MUSI być mężczyzną. Żadna kobieta, widząc takie efekty swojej pracy, nie położyłaby się spać siódmego dnia. W niedzielę po południu jeszcze raz przemyślałaby swój projekt."

E-booka można pobrać za darmo na stronie www.ebooks43.pl

Ocena: 5/6

niedziela, 2 marca 2014

"Nic takiego" Justine Lévy

Przede wszystkim urzekła mnie okładka. Płócienna, przez co poza ładnym wyglądem jest też miła w dotyku. Do tego moja ulubiona kolorystyka i ciekawe zdjęcie.

A w środku spotkamy smutną, samotną kobietę, która wybiera się na pogrzeb babci. W dżinsach i bez twarzy zalanej łzami, ale za to z wielkim smutkiem w środku. Na pogrzebie poznajemy jej byłego męża, jej wielką miłość i wielkie rozczarowanie. Powoli, strona po stronie Louise wprowadza nas w swój wewnętrzny, smutny, rozdygotany świat. Poczujemy to co ona, gdy dowiedziała się o chorobie nowotworowej matki. Razem z nią wrócimy wspomnieniami do początku małżeństwa. Dowiemy się jaki jest Adrien - pierwsza i jedyna miłość naszej bohaterki. Poznamy też piękną Paulę - powód rozpadu jej związku. Pewnie każdy z nas kiedyś z kimś się rozstał. Boli, boli i przestaje. Ot, życie. Ale w tej opowieści da się wyczuć totalną rozpacz i strach. Louise była uzależniona od męża i nie potrafi pogodzić się ze stratą. Pomimo tego zaczyna nowy związek z Pablem.

" Rzecz jasna nie kocham go. Myślę, że nigdy go nie pokocham, cokolwiek by zrobił, cokolwiek bo powiedział, bo miłość jest okropna, bo miłość zawsze pewna dnia się kończy, a ja nie chcę już nigdy przeżywać śmierci miłości. Nie jestem dość mocna, tak myślę, nie ma dość odwagi, nie jestem samobójczynią."

Kobieta waha się z kim chce być i czy  w ogóle chce z kimś być. Czytając ten cytat czułam się, jakby mi go autorka wyjęła z głowy:

"A może lepiej być samą? Tak, można spać w poprzek łóżka, przez całą noc jeść sucharki, słuchać w kółko sto razy pod rząd tej samej piosenki, chociaż nie ma wtedy pieszczot, nie ma głaskania, nie, z pewnością nie jest lepiej, wyciągnąć ramiona w wielkim łóżku i nie znaleźć nikogo, nawet kogoś, kto mnie denerwuje, nawet kogoś, kto budzi mój niesmak, nikogo, nie, tak z pewnością nie jest lepiej, potrzebują, żeby ktoś się mną zajmował, kochał mnie albo budził mój niesmak, albo mnie denerwował, albo rozśmieszał, ale też żeby mieć święty spokój, czego potrzebuję bardziej, żeby mnie ktoś kochał czy żeby mieć święty spokój?"

Gdyby miała dziecko, wiedziałaby, że już nigdy nie będzie tak na prawdę sama i nie znana świętego pokoju. Gdy jestem bez córki to mam ją w sercu i głowie zawsze, ale nasza bohaterka nie ma dzieci, bo... i tutaj książka jest coraz smutniejsza. Opowieść o uzależnieniu od leków i leczeniu przeraża, ostrzega i skłania do refleksji. Tak niewiele potrzeba do szczęścia, ale też niewiele trzeba do nieszczęście, do poczucia totalnej beznadziei, bezsensu i samotności.

Pomimo lakonicznego języka powieść jest bardzo emocjonalna, trochę przygnębiająca, ale jak na stos zawartych w niej smutków dziwnie ciepła. Z jednej strony drażniły mnie wielowątkowe zdania, gdzie ja z jednego zrobiłabym dziesięć wstawiając w miejsca przecinków kropki. Z drugiej strony książka stanowiła pamiętnik zagubionej kobiety, więc ów chaos niezmiernie tam pasował. Opowieść tej młodej, fracuskiej pisarki zdobyła ogromne zainteresowanie czytelników. Ciekawy styl pisania sprawia, że na pewno sięgnę jeszcze po inne pozycje tej autorki.


5/6

niedziela, 23 lutego 2014

"Sekretna hawajska metoda przebaczania i akceptacji" Wojciech Filaber

Każdy w nas ma w sobie magiczną moc, za pomocą której może dokonać czarów. Nie chodzi tutaj o wyciąganie królika z cylindra, ale o działanie na najcenniejszą rzecz jaką posiadamy - nasz umysł. Pewnie słyszeliście już nie raz, że jest on jak gąbka, czy też ogród, w którym zbieramy, to co siejemy. W szarej codzienności ciężko jest zbierać same dobre myśli i naturalną koleją rzeczy jest gromadzenie żalów, pretensji i kolekcjonowanie złych wspomnień.

"Każdy odpowiedzialny jest za myśli i przekonania, które sam wytwarza w swoim umyśle i za wszelki nieład, który w nim przechowuje. W celu pozostania przy źródle i odrzucenia nieświadomych treści, powinno się oczyszczać własne wnętrze, aby pozostać w łączności z własnym źródłem bycia. Wszelkie wspomnienia, przekonania i negatywne uczucia, które umysł wykreował w stosunku do innych ludzi, mogą również przyczynić się do powstania wewnętrznego konfliktu."

Tajemnicza nazwa Ho' oponopono w przetłumaczeniu na polski brzmi trochę przystępniej i oznacza "mentalne oczyszczanie". Rytuał ów opiera się na przekonaniu, że poprzez uwolnienie własnego wnętrza od nabytych percepcji jesteśmy w stanie wpłynąć na zewnętrzne czynniki życiowe. Nadrzędnym celem tej metody jest uwolnienie się od lęków i oczyszczenie umysłu z niekorzystnych nawyków, schematów myślenia i sposobów postrzegania. Poza doświadczeniami życiowymi, brany jest pod uwagę także dług karmiczny, od którego możemy się uwolnić. A wszystko to poprzez stworzenie stanu "Zero" w naszym wnętrzu. Ów stan osiągamy, gdy jesteśmy wolni od negatywnych wspomnień i wszelkich ograniczeń. Osobiście uważam, że dla osoby prowadzącej normalne życie (to znaczy nie mogącej oderwać się od rzeczywistości poprzez całodzienne medytowanie, modlitwę czy inną formę pracy nad sobą i z sobą), taki stan może być trudny do osiągnięcia poprzez blokady wytworzone z racji wychowania w rodzinie i społeczeństwie, oraz towarzyszący nam codzienny stres. Natomiast autor przekonuje nas, że ów stan jest do zdobycia poprzez powtarzanie prostej mantry. Dacie się przekonać? Myślę, że warto spróbować, zważając na fakt, iż Pan Wojciech stosuje tę metodę osobiście, a kulturę hawajską zagłębia od 2004 roku, kiedy to pierwszy raz odwiedził Hawaje. Autor ukończył studia z dziedziny psychologi.

Dużym plusem tego poradnika jest prosty, nie nużący język, pozbawiony wyszukanego słownictwa. A minus jest następujący: niczego nowego się nie dowiedziałam, sekretna metoda jest jak każda inna stosowana w psychologii: uwolnij umysł, powtarzaj to samo, aż uwierzysz, myśl pozytywnie i będziesz szczęśliwy. Niemniej karmię czasem owymi przekazami swój umysł, mając w nadziei, że mimo braku wewnętrznych przekonań dobre rady pozostaną w mojej podświadomości.

3/6

Serdecznie dziękuję autorowi za egzemplarz książki!

Sekretna hawajska metoda przebaczania i akceptacji. Huna i Ho’oponopono [Wojciech Filaber]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 16 lutego 2014

"Zaklinacz czasu" Mitch Albom

Książkę stanowią trzy odrębne opowieści, łączące się ze sobą tematycznie. Jedna to historia starożytnych czasów, tych gdy ludzie nie mieli zegarków i kalendarzy. Wyobrażacie to sobie? Jestem zakręconą osobą, nigdy nie wiem, który dziś jest, czasem nawet mam wątpliwości co do miesiąca, ale życie bez zegarka to jakiś koszmar. Rano budzi mnie dźwięk, jajko gotuję 5 minut wsadzone do wrzątku, makijaż zajmuje mi kwadrans, pracuję pięć godzin, śpię 3, albo 8 itd. Jak można nie odliczać, nie wiedzieć, nie planować. A kiedyś mogli! Aż w końcu ktoś zaczął kombinować, obserwować fazy księżyca, wbijać w ziemię patyki, liczyć krople. Do czego go to doprowadziło?

Dwie opowiastki są zapisane w czasach współczesnych. Sarah to zakompleksiona nastolatka. Bardzo mądra, trochę za gruba, nie wierząca w siebie, za to pragnąca miłości, akceptacji i czułości. Poznajemy ją w momencie przygotowań do randki, gdy czas płynie za szybko podczas kolejnych zmian ubrań, suszenia spodni i wykonywania makijażu. Znacie te podniecenie, szykowanie się, myślenie, wyobrażanie, oczekiwanie i napięcie? Znacie też to rozczarowanie, gdy okazuje się, że nic z tego, i ten ból, gdy wiemy, że dla kogoś jesteśmy nikim. Gdy leżysz na łóżku zatopiona w smutku i rozpaczy to każda minuta wlecze się niemiłosiernie, żeby jeszcze mocniej uświadomić marność istnienia.

Z kolei Victor lubi swoje bogate, miłe życie. Dla niego wiadomość o śmiertelnej chorobie to cios powodujący poczucie niedowierzania, bezsilności i wściekłości. Ale ten bogaty mężczyzna wie, że nie ma problemu, którego nie da się rozwiązać i wpada na szalony pomysł. Tylko, że zapomina o konsekwencjach, jakie jego czyn może wywołać.

Na pewno macie wrażenie, że czas płynie za szybko gdy robicie coś fajnego i wlecze się, gdy cierpicie i czekacie. Pewnie często myślicie: dlaczego teraz?! Autor odpowiada:

Nigdy nie jest za późno ani za wcześnie. Jest dokładnie wtedy, kiedy trzeba.

A resztę doczytajcie. Bardzo fajna opowiastka skłaniająca do refleksji. 5/6

Zaklinacz czasu [Mitch Albom]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

środa, 12 lutego 2014

"Położna. 3550 cudów narodzin." Jeannette Kalyta

Tytuł zaczyna się od słowa położna. Na okładce nazwa tego pięknego zawodu jest napisana dużymi, czerwonymi literami. To położna pomaga w porodzie i wita dziecko na świecie, uczestnicząc w tym zwykłym, niezwykłym cudzie. A Jeannette sama jest cudem. Ta urodziwa kobieta jest silna, uparta i otwarta na życie. Z jednej strony rzetelność i zdrowy rozsądek, z drugiej wiara w to, co niewidoczne, intuicja, medytacje, anioły i dobra energia. Jestem pod dużym wrażeniem tej niesamowitej kobiety.

A potem 3550 cudów. Liczba robi wrażenie, nie? Trochę obawiałam się szczegółowych opisów rozwarć na ileś palców, rozerwanego krocza, zakrwawionej podłogi i innych uroków porodu. Autorka opisuje porody z wyczuciem smaku, prawdziwie, ale nie nachalnie. Przedstawia różnych rodziców, o odmiennej osobowości, kulturze i przekonaniach. Spotkamy ludzi miłych, nieprzyjemnych, religijnych, nieśmiałych, odważnych, gadatliwych, małomównych. Kobiety rodzące w domu, w szpitalu, na łóżku, w wodzie, na podłodze. Krzyczące, milczące, mówiące, śmiejące się, wyzwolone seksualnie i z zahamowaniami. Dzieci przychodząca na świat spokojnie i bez problemu, ale też te, którym towarzyszą różne komplikacje. Historie smutne, wesołe, optymistyczne, niepokojące. Prawdziwe.

Poza autobiografią najsłynniejszej polskiej położnej i historiami narodzin książka przedstawia reformę polskiego położnictwa. Wiem, że nie tylko Jeannette widzi w rodzącej równą sobie kobietę i cieszy mnie fakt, że polska ochrona zdrowia jest coraz bardziej zorientowana na pacjenta, ale w książce możemy przeczytać, że nie zawsze tak było. Nie każda pielęgniarka, położna i lekarz chce zmian, nawet, jeśli one są korzystne i dobre. Gdy nasz bohaterka umieściła dziecko na brzuchu położnicy, nie spotkała się z przychylnością, wręcz przeciwnie... Miło by było, gdy książkę przeczytały polskie, pracujące położne... Osobiście mam dobre doświadczenia, ale rodziłam przez cesarskie cięcie, więc nie wiem jak byłoby to podczas porodu siłami natury.

Ta pełna dobrych emocji książka napisana jest prostym, spójnym i przystępnym językiem, ale treść nie jest nudna i monotematyczna. Poza porodami i pracą, spotkamy się z opisami trudów życia codziennego. Przesłanie jest proste - chcieć to móc.

Dodałabym tylko chociaż parę fotografii Jeannette, takich jak ta na okładce. Śliczna kobieta z uroczym bobaskiem to piękny widok, którego nigdy mi dość.

Położna. 3550 cudów narodzin [Jeannette Kalyta]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE
5,5/6

poniedziałek, 10 lutego 2014

Ciasto marchewkowe


Składniki:


2 szklanki mąki
1 szklanka cukru
3 jaja
pół szklanki oleju
łyżeczka proszku do pieczenia
opakowaniu cukru waniliowego
3 starte marchewki
pół szklanki soku owocowego
łyżeczka przyprawy do piernika 
pół łyżeczki soli


Żółtka oddzielamy od białek. Do żółtek dodajemy cukier i olej. 
Miksujemy stopniowo dodając mąkę z proszkiem do pieczenia i przyprawą. 
Jeśli mamy w domu jeszcze kogoś do wykorzystania to dajemy mikser,
a sami smarujemy formę tłuszczem i posypujemy bułką tartą. 


Jeśli ciasto wychodzi za gęste i ciężko się je miksuje to można dodać trochę soku, 
ale nie za dużo, bo jeszcze będą białka!
(świetny jest ananasowy z puszki z owocami, ale sprawdzi się każdy inny owocowy). 

Dodajemy startą marchewkę i mieszamy łyżką
(ja posypuję marchew kurkumą, która jest niewyczuwalna, a nadaje fajny kolor i działa antynowotworowo)
W osobnym naczyniu ubijamy białka z solą na sztywno, po czym dodajemy je do cista i mieszamy. 

My robimy ciasto w dwóch wersjach, tak jak wyżej,
albo z dodatkiem kakao i orzechów (dwie garści pokrojonych, włoskich sypiemy na górę) 

Pieczemy 45 minut w temperaturze 180 stopni. 


czwartek, 6 lutego 2014

"Wszystko na słowa" Asia Press

Nie wiem kim jest, skąd jest i jak wygląda. Wiemy, że umiera. Kolejne osoby mówią o niej, dodając fakty o jej ubiorze, cienkich włosach, chudej sylwetce w rurkach i szpilkach. Przede wszystkim jednak mówią, że umiera, niektórzy ze zdziwieniem, inni obojętnie, ktoś tam się przejmuje, większość umywa ręce. Bezimienni, jednak domyślamy się kim są: mniejsza to córka, główny to mąż, fachowiec jest lekarzem, bliska najlepszą przyjaciółką, stara matką. Od nich właśnie uzyskujemy obraz kobiety eleganckiej i zadbanej, idealnej pani domu, mądrej i sympatycznej, matki miłej córki i żony niekochanej przez męża. Bardzo przypadły mi do gustu te monologi poszczególnych osób, ukazujące ich odrębność, osobowość i sposób postępowania. Autorka pisze wspaniale. Prosto, bez zbytecznych metafor, pierdół słowotwórczych, a jednak z szeroką gamą słownictwa i uczuć. Różnych. Bo to nie jest bajka o miłości. To bajka o bólu i umieraniu.


Wszystko na słowa [Asia Press]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

W drugiej części dowiadujemy się, że umierającą kobietą jest Jane. Jane, która nie je, nie pije, tylko czeka umierając. Z miłości? A może to brutalność życia, przerażająca rutynowa codzienność? A może czytelnik powinien zdecydować dlaczego ładna kobieta, nie obarczona żadnymi życiwymi traumami zdecydowała, że już nie chce żyć.

Jest jeszcze Ro. Mężczyzna z akcji internetowej, z maila, a gadu. Ten, któremu ona powierza siebie. Opowiada mu o banałach dnia codziennego, o smutkach i radościach, o tym co chciałaby, aby zrobił jej w łóżku. Rodzi się między nimi intymność, przywiązanie i miłość. Temat stary jak świat, odkąd zaistniał w nim internet. Czy można zakochać się tylko ze sobą rozmawiając, tylko widząc swoje zdjęcia, tylko pisząc? Czy to miłość, czy ułuda? Czy fakt, że ona myśli tylko o nim, żyje patrząc na świat jego oczyma, śpi z jego perfumami na nadgarstku, opowiada mu o każdym szczególe swojego życia nic nie znaczy? Znaczy.

Autorka bawi się słowami w sposób zamierzony i przemyślany. Porusza czytelnika, pyta "a ty, co byś zrobiła?" Co uczyniłabym jako córka, matka, przyjaciółka Jane? I jako ona sama. Bardzo przeżyłam tę książkę. Nie uroniłam ani jednej łzy, ale przeżywałam, myślałam i umierałam.


"Wiesz, umierać można na wiele sposobów i do skutku. Można
też umierać dla siebie, dla innych, nawet za innych. Ten tekst jest
wieloznaczny, o to przecież chodzi, niech słowo podąża za sceną.
Muszą być niedopowiedzenia, niejasności, aby horyzont interpretacyjny
był szerszy. Może warto dopytywać, co jeszcze – poza tym,
co już wiemy – bohaterowie chcieli nam przekazać? A czego nam
nie powiedzieli? I dlaczego? Słowo jest ważniejsze niż pobieżny,
wpisany w niego, sens. Oni żyją w swoich słowach, dla tych słów,
między słowami. Mają alfabet, kody, szyfry…" 

Dziękuję autorce za bezpłatny egzemplarz
i Marcie za przekazanie!

5/6

niedziela, 2 lutego 2014

"Siostra" Rosamund Lupton

Beatrice dowiaduje się o zaginięciu młodszej siostry. Składa zeznania i robi wszystko, bo odnaleźć Tess. Dziewczyna wkrótce zostaje odnaleziona. Martwa. Okazuje się, że urodziła martwe dziecko. Beatrice wiedziała o ciąży, a nie o porodzie. Jej zdumiona i zrozpaczona. Ale też zdeterminowana i uparta. Kiedy wszystko wskazuje na to, że młoda kobieta w depresji popołogowej, zrozpaczona ze względu na śmierć dziecka popełniła samobójstwo, tylko jej starsza siostra temu nie wierzy. Wie jak bardzo Tess kochała życie. Ona była artystką, optymistką, szaloną istotą, która nie przejmowała się błahostkami i czerpała z życia ile się da. Jej obrazy pełna barw i uczuć były tego dowodem. Jej młodsza siostra nie mogła się zabić. Beatrice uważa, że została zamordowana. Początek obiecujący, do połowy ciekawi, jednak potem zwyczajnie się wlecze. Zaskoczeń i ekscytacji brak, w połowie można zorientować się, jakie będzie zakończenie. Obietnica na okładce mówiąca o mroczności i wzruszeniach też połowiczna. Wzruszyć się można, mroku tutaj trzeba szukać ze świecą.

Siostra [Rosamund Lupton]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Podobają mi się bohaterowie z Beatrice na czele. Są mocno określeni, autentyczni, odrębni i przekonujący. Policjant, lekarz, sekretarka, matka i przyjaciele sióstr, każdy jest inny, każdy ma swoją osobowość, każdy jest ciekawy. W powieści odnajdujemy polski wątek w postaci prostej Kasi, ciężarnej przyjaciółki Tess. Niestety, jak to wśród zagranicznej literatury bywa Kasia jest naiwną, dziewczyną do bicia, w mini i szpilkach, chociaż ogólny wydźwięk tej bohaterki jest pozytywny. Dobra, naiwna, miła dziewczyna.

Ta książka to taka trochę straszna obyczajówka, będąca zapisem siostrzanej miłości i smutku po stracie ukochanej osoby. Thrillerem bym tego nie nazwała, nie mniej czyta się przyjemnie, ze względu na lekki język i ciekawą narrację, stanowiącą jakoby list do zmarłej siostry. Bardzo ciekawe zakończenie. Mordercę obstawiałam, ale nie widziałam, że prawnik... Tego wam powiedzieć nie mogę :)

4/6

piątek, 31 stycznia 2014

"Ludzkie dzieci" Phyllis Dorothy James

Na świecie dzieje się coś złego, ludzie stracili zdolność prokreacji, wskutek czego drastycznie spada liczba osób zamieszkujących ziemski glob. Ponad to rządy Xana pogrążają Anglię w mroku. Przymusowa śmierć starszych osób, nieludzkie traktowanie w więzieniach, zakazy i nakazy, świat schodzi na psy... A raczej na koty, które bywają.... chrzczone. Do tego lalki zamiast dzieci w wózkach.
Jako dziecko miewałam serię snów, widząc sobie jako staruszkę w innym, dziwnym, świecie. Z reguły był to świat wysoce skomputeryzowany i zmechanizowany. Czasem mieszkałam w podziemiach z racji zanieczyszczonego powietrza, czasem obsługiwały mnie roboty, innym razem żyłam pięćset lat. Wiele z moich dziwnych znów ktoś już opisał, więc widać nie tylko ja mam taką fantazję ;) Niemniej zawsze interesowały mnie książki z jakąś tam wizją świata. Tutaj wizja była niesamowita, książka obiecująca, napis na okładce zachęcający, ale zabrakło wszystkiego.


W tej opowieści nie ma żadnych zwrotów akcji, napięcia i oczekiwania. Książkę cechuje powierzchowność i nuda. Za dużo w niej szczegółów, nauki, informacji i pesymizmu. Bohaterów w bród, może nawet zbyt wielu, akcja zerowa, tylko sama końcówka troszkę wciąga. Zakończenie zupełnie nieprawdopodobne. Szkoda czasu.

2/6

czwartek, 30 stycznia 2014

"Wrócę po Ciebie" Guillaume Musso

Tandetna okładka i okropny tytuł. Odłożyłam na półkę z myślą "jakby mi się bardzo nudziło..." Książka stała tam raptem parę dni podczas, których ciągle się ten Musso przewijał gdzieś na stronach internetu z dobrymi opiniami. Niechętnie sięgnęłam i... zarwałam noc.

Oglądaliście "Dzień Świstaka"? Jeśli nie, to w filmie główny bohater przeżywa ponownie ten sam dzień, tak samo jak Ethan w powieści Musso, z tym, że tutaj to tylko trzy dni. Czy wiedząc co nas czeka w danym dniu jesteśmy w stanie czynić tak, aby uniknąć niepowodzeń. Czy da się wygrać z przeznaczeniem? Czy w życiu kieruje nami los, Bóg, karma, przypadek?

Ethan jest znanym i cenionym psychologiem, dzięki któremu setki osób odzyskało chęć życia. Prowadzi prywatny gabinet na Wall Street, pisze książki "uwodzące Amerykę", jest na okładce "New York Times", spędza noce w towarzystwie pięknych kobiet. Posiada jacht, najdroższe ubrania i gadżety. Wydaje się, że ma wszystko czego potrzeba. Czyżby?

Ethana poznajemy skacowanego, z piękną kobietą u boku, spieszącego na wywiad telewizyjny. Później przyglądamy się dziwnym przypadkom w jego życiu, samobójstwo młodej dziewczyny, ślub jedynej kobiety, którą kochał, brutalne pobicie, szpital, kulka w klatkę. Po czym nasz bohater się budzi i zaczyna tę samą historię walcząc z przeznaczeniem. Odzyskanie miłości ukochanej, rodziny i własnego życia w jeden dzień to trochę za dużo, nawet jak na człowieka, który "uwiódł Amerykę". A kiedy ów dzień przebiega po raz trzeci i ma się ku końcowi, kiedy wszystko zdaje się cudownie kończyć, następuje zwrot akcji i nieprzewidywalne, ciekawe zakończenie, z moim ulubionym wątkiem.

Powieść napisana jest lekkim językiem, czyta się szybko nie widząc upływu stron i godzin. Ja zorientowałam się o trzeciej w nocy, gdy ją skończyłam. Teraz sąsiadka mnie przeklina, że ma w domu bałagan przez tę książkę. Na prawdę wciąga! Znudził mnie tylko dwustronicowy wątek karciany, z którego nic nie zrozumiałam.

Jedyny minus jest taki, że jednak, gdzieś tam w tle jednak czuje się schematyczność postaci i lekki banalik. Nie rozumiem też motta z książki "Cień Wiatru" na pierwszej stronie tej powieści. Poza tym rewelacja. Na pewno przeczytam coś jeszcze tego autora.

5/6